Zanim klikniesz „opublikuj”. O dzieciach, zdjęciach i odpowiedzialności dorosłych w sieci
To tylko zdjęcie. Chwila z życia, uśmiech, zabawa, codzienność. Wrzucamy je do sieci często bez zastanowienia, w dobrej wierze – bo chcemy się podzielić radością. Problem zaczyna się wtedy, gdy zapominamy, że internet nie jest albumem rodzinnym, a dziecko nie jest treścią.
Każde opublikowane zdjęcie buduje cyfrowy ślad dziecka – tworzony bez jego zgody i bez możliwości cofnięcia tej decyzji w przyszłości. Raz udostępniony wizerunek może być kopiowany, przetwarzany i analizowany przez algorytmy, w tym systemy sztucznej inteligencji. Choć brzmi to abstrakcyjnie, skutki są bardzo realne: utrata kontroli nad wizerunkiem, ryzyko nadużyć, wstydu, a czasem zwyczajnie – naruszenie granic.
W Polsce od lat mówi się o tym głośno. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę i NASK zwracają uwagę na zjawisko sharentingu – nadmiernego udostępniania zdjęć i informacji o dzieciach w internecie. Polskie Centrum Safer Internet przypomina, że zdjęcie opublikowane dziś może wrócić za kilka lub kilkanaście lat w zupełnie innym kontekście. Urząd Ochrony Danych Osobowych podkreśla natomiast, że wizerunek dziecka to dana osobowa, która podlega ochronie prawnej.
Nie chodzi o straszenie ani o zakazy. Chodzi o refleksję. O proste pytanie: czy naprawdę musimy to pokazywać publicznie?
Bo ochrona dziecka nie kończy się na pasach bezpieczeństwa i przejściu dla pieszych. Dziś obejmuje także świat cyfrowy – szybki, trwały i trudny do cofnięcia.
Czasem najlepszym wyrazem troski jest nieopublikowanie zdjęcia. Albo pokazanie go w sposób dyskretny. Albo zostawienie tej historii w rodzinnej pamięci, zamiast w algorytmach platform społecznościowych.
Bo internet zapamięta to, czego dziecko może nigdy nie chcieć pamiętać.

Źródła:
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Polskie Centrum Safer Internet (NASK), Urząd Ochrony Danych Osobowych, UNICEF Polska, kampania rządowa „Nie zagub dziecka w sieci”
